|
|| Strona główna || Humor
|| RPG || Teksty
|| Linki || Kaila ||
Pokłon dla bohatera
o filmie Unbreakable M. Night Shalaymana
Większość amerykańskich filmów, jeśli chodzi o subtelność
umieszczam gdzieś pomiędzy koncertem na kowadło i młot a najnowszym
przebojem Italo-Disco-Polo-Jabolo. Producenci amerykańscy zdają się
bowiem (słusznie) sądzić, iż nic tak nie zwiększa siły wyrazu jak
odpowiednio duży kaliber broni czy końska dawka słodkości i wzruszeń
podlana bardzo strawnym sosikiem "on - ją, ona - jego, oboje trzecią
lub trzeciego".
Dzięki więc niech będą opatrzności za emigrantów! Oto bowiem na
nasze ekrany wkracza Niezniszczalny alias Unbreakable z
niegdysiejszym gwiazdorem kina akcji, Bruce'em Willisem, w którym reżyser
- Hindus udowadnia, że można za znaczne pieniądze zrobić dzieło, a
nie kolejną kalkę któregoś z wcześniejszych przebojów.
Dowód na powyższą tezę znajdziemy już w pierwszej scenie, która
rozgrywając się w trakcie początkowych napisów, opowiada nam o
kryzysie głównego bohatera w sposób delikatny, wręcz przejmujący.
Nieporadność i nieżyciowość mężczyzny (dobra robota, Bruce!) silnie
skontrastowane z pewnością siebie nieznajomej budują przed nami
obraz człowieka niezdolnego do tworzenia nowych więzi.
I o tym opowiada film - o tym jak samotni ludzie, pogrążeni w swoim
odosobnieniu poszukują nadziei pośród szarobłękitnych ścian, w
ciemnych pomieszczeniach i wśród deszczu. Kamera wędruje po tej dioramie
depresji wraz z głównym bohaterem snując opowieść o próbie
uwierzenia w niemożliwe - w to, że ktoś zwykły, przeciętny jest tylko
na pozór.
Pan Shalayman zadziwia tematem filmu i tematu tego ujęciem - na ogół
bowiem w tego typu filmach mamy wrednego łotra, niezłomnego obrońcę
zasad oraz otoczkę ludzików gotowych stać się ofiarami wielkiego
konfliktu.
Tak nie jest - mamy otrzymujemy wręcz kameralny dramat najbliższy
atmosferą serialowi Chrisa Cartera (Millenium, nie X Files)
- a niespieszny tok narracji pozwala nam smakować każdy detal sceny,
nawet tej najbardziej przerażającej i zwyczajnej zarazem, w której
jeden z bohaterów upada.. i upada.. Tak, ta scena potrafi wstrząsnąć
pomimo tego, że nie ma w niej nic realistycznie przerażającego, nic
nadnaturlanego - nie ma żadnej typowo amerykańskiej kobiety wywrzaskującej
swoje przerażenie.
Cóż jeszcze można dodać nie psując radości z odkrywania filmu? Może
to, że podczas oglądania długie sceny nie nużą, z życia wzięte
dialogi nie brzmią banalnie, a bohaterowie wydają się bardzo ludzcy, a
przez to sympatyczni i bliscy pomimo mnogości swych słabości.
A, fabuła nie zaskakuje. Innymi słowy, nie spodziewajmy się zaskoczenia
nagłym zwrotem akcji - wszystko wydaje się bardzo zwyczajne. Jedne
rzeczy wynikają logicznie z innych, a akcja posuwając się do przodu nie
wije się jak wściekły wąż.. no, może poza jednym czy dwoma
przypadkami.
Podsumowując, Unbreakable to kawał solidnej roboty miejscami
osiągający poziom dzieła. Uczucia po filmie mogą być mieszane - zależy
to w dużej mierze od tego, jak otwarty mamy umysł i jak bardzo nie
poddajemy się uprzedzeniom z rodzaju "to zbyt dziecinne, aby mogło
być dobre". Jeśli nie poddacie się takiemu poglądowi, to
prawdopodobnie ocenicie film na tyle co ja - pozostali niech odejmą dwa
punkty (wirtuozeria reżyserii broni się sama!).
Patryk Adamski - http://www.ruemere.linart.pl/
Wszystkie prawa zastrzeżone. Publikowanie całości
lub fragmentów niniejszego artykułu jest zabronione bez zgody właściciela.
|| Strona główna || Humor
|| RPG || Teksty
|| Linki || Kaila ||
|