|
|| Strona główna || Humor
|| RPG || Teksty
|| Linki || Kaila ||
Impresje z "Impresjonistów"
Najpierw utknęłam w korku. Zasadniczo przestało mnie już zbytnio dziwić
jechanie samochodem z Nowego Kleparza pod Rotundę przez 45 minut. Tylko, że normalnie dotyczyło to przedziału godzin pomiędzy 16.00 a
17.00. Okolice godziny 15.00 wydawały mi się wcześniej w miarę bezpieczne - nic bardziej mylnego.
Nie dostałam szału tylko dzięki świadomości, że znajoma już w kolejce stoi.
Dotarłam o 15.30.
Na początku było miło - osoby czekające w okolicy mojej znajomej były sympatyczne i rozmowne. Znajoma
poszła rozglądnąć się po okolicy i rozeznać w sytuacji. Deszcz padał.
Godz. 15.45. Znajoma wróciła. Poinformowała mnie, ze kilkanaście osób
przed nami stoi ochroniarz z tabliczką, ze tutaj jest koniec kolejki na dzisiaj.
Biorąc pod uwagę, ze kasy mieli zamknąć o 19.00 (znałam to z poprzedniego dnia, kiedy to nie
udało mi się dostać do środka) i mniej więcej orientowałam się w tempie przesuwania kolejki,
wydawało mi się to lekką przesadą.
Parę osób wymiękło po przejściu pana twierdzącego, że stoimy na własną
odpowiedzialność i nikt nam nie gwarantuje, że uda nam się dostać. Podbudowałam
nieco psychicznie znajoma i postanowiłyśmy, ze stoimy. Posuwając się w dramatycznie
długiej kolejce umilałyśmy sobie czas gadaniem o niczym i opowiadaniem
kawałów.
Wtedy pojawił się ten psychol. Zagadane ze sobą zamiast stanąć grzecznie za towarzystwem
przed nami, nieopatrznie stanęłyśmy obok nich. Usłyszałam wrzask: "Panie tu nie stały", ale zignorowałam go zupełnie,
bo skoro stałyśmy w kolejce od przeszło godziny to w żaden sposób nie
mogło to być do nas. Ponieważ wrzask był zupełnie nieproporcjonalny do czegokolwiek co się
dziać w kolejce mogło zwróciłyśmy uwagę i nagle okazało się, że jakiś
psychol drze się na nas.
Zadziwione totalnie popatrzyłyśmy na niego i cofnęłyśmy się nieco - cholera wie co
taki świr może zrobić. Prawie zagłębiłyśmy się znowu w rozmowie a ten
świr znowu coś zaczął do nas wrzeszczeć.
Że myśmy niby nie stały, że się wpychamy i żebyśmy sobie poszły za
niego, bo jeżeli inni się nie denerwują, że się tak chamsko wpychamy to ich sprawa. Potem mało mi parasolem oka nie wybił.
Znajoma nie wytrzymała. "Może trochę kultury" - rzuciła do niego już wkurzonym głosem.
Efektem była kolejna wiązanka...
Ciekawostki dla świra nie stanowił fakt, że był jedyną osobą, która twierdziła, że nie stałyśmy w tej kolejce. Osoby
za nami jakoś nie miały żadnych wątpliwości.
Następne dwie godziny minęły miło i spokojnie. Deszcz siąpił od czasu
do czasu. Zmienił się pan przy stojaczku głoszącym, że tutaj jest koniec kolejki. Poszłam w międzyczasie kupić fantę i papierosy, potem znajoma poszła
coś zjeść.
Była godzina 17.00. Stałyśmy coraz bliżej od wejścia do namiotu. Pan ochroniarz przyniósł wiadomość, że jeżeli do 17.45
wejdziemy do namiotu to wejdziemy na wystawę. Super! Zaczęłam się nerwowo rozglądać gdzie jest moja znajoma.
Zbliżałam się do wejścia. Pan z ochrony powiedział pani w brązowej garsonce, że ona na pewno wejdzie. Gdy ochroniarz odszedł na
chwilę ta miła Pani przepuściła przed siebie chyba dwadzieścia osób,
żeby się dostały przed nią.
Mnie też poganiała co do wchodzenia na podest przed namiotem tak żeby być przed nią.
Chwilę później wrócił świr. Zaczął znowu do mnie, że ja się wpycham.
Stałam na podeście krok przed jego znajomym. Znajomy na podeście też się mógł zmieścić, bo miejsce tam było, ale jak
przyszedł przewodnik stada, to też postanowił się ożywić i zaczął do mnie dymić gdzie ja stoję. Trochę
zagotowałam i zapytałam się grzecznie, czy mam stać w błocie (błoto było tuż przed podestem, na podeście były przynajmniej dwa wolne
miejsca i tyle osób było w międzyczasie, od których byłam wcześniej mimo, że nie powinnam). Na co usłyszałam, że mam stać za błotem a świr
zaczął tyradę.
Dowiedziałam się że wepchnęłyśmy się do kolejki (dwie godziny temu).
Wydawało by się, że posiadanie inteligencji na raczej niezbyt wygórowanym poziomie 100 IQ
podpowiedziałoby jej posiadaczowi, że gdybyśmy miały zamiar wpychać się do kolejki, postarałybyśmy oszczędzić sobie więcej niż godzinę
stania. Nie wspominają o fakcie, że ubranie w żółtym kolorze raczej nie sprzyja dyskretnemu wpasowaniu się w tłum.
Nic z tych rzeczy...
Popatrzyłam na niego z politowaniem i stwierdziłam, że jeżeli wychodzi
z kolejki a potem się za mną ustawia to może przestałby mieć pretensje. Zaczął nieomalże warczeć.
Potem dowiedziałam się (w trakcie tego jak się na siłę wpychał przede
mnie - słowa przepraszam nie usłyszałam przy tym chamskim ryciu się, zresztą mało mnie mnie w błoto nie wrzucił przy okazji, ale twardo się
zapierałam), że gdybym była facetem to by można przynajmniej uderzyć,
a gdybym była dzieckiem to klapsa dać, a tak to on biedny nic nie może poradzić.
W tym momencie mało nie dostałam ataku śmiechu, zaczynając sobie powoli, z jednej strony, przypominać numer telefonu mojego prawnika, a z
drugiej współczując jego żonie, gdyż pewne choroby psychiczne są zasadniczo
nieuleczalne.
Konkluzja: jak się pomyli kolejkę do kasy na mecz piłki nożnej z kolejką na wystawę sztuki (żeby znajomym powiedzieć, że się na
rzeczonej było), to warto wcześniej zażyć te lekarstwa, które lekarz
przepisał.
Agnieszka "Kaila" Richter, 4 lipca 2001
Wszystkie prawa zastrzeżone. Publikowanie całości
lub fragmentów niniejszego artykułu jest zabronione bez zgody właściciela.
|| Strona główna || Humor
|| RPG || Teksty
|| Linki || Kaila ||
|