| Pożegnanie zostawiłam kartkę przy telefonie i francuski koniak nie będzie samotny pamiętam przez mgłę kwiaty na poduszce ciszę poranku we dwoje nie będę kobietą kogoś kto mnie nie kocha 30 wrzesień 1989 zamknęłam historię w bursztynowej kuli kurz na kopertach wspomnienia tną łzami twarz skamieniałą wszystko można zapomnieć płatki róż o poranku zachody słońca pożegnanie z morzem wmówię sobie że nigdy tego nie było i ukryję się w strefie półcienia czekając aż historia się powtórzy listopad 1989 fusy z kawy na ręce szkło czerwone od złości zapamiętany ból dnia gdy skończył się sen srebrna obrączka wyrzucona w przepaść by zapomnieć szczęście które odeszło w zimną noc człowieka który teraz jest obcy grudzień 1989 Wspomnienie były splątane włosy i splecione palce szalona miłość od zachodu słońca gdy ty byłeś we mnie a ja byłam w tobie w oczach lśnił żar niemych słów i witałam słońca blask w twych ramionach nagość otulaliśmy szumem fal zachłannie kochaliśmy się u stóp oceanu na piasku zostawiając pieszczot ślad grudzień 1989 próbuję wyrwać się z zaczarowanego kręgu ostrzy zimnych słów drażniących umysł szarpiących duszę chcę oderwać się od obcych masek obojętnych na śnieg i śmierć jeżeli nie ucieknę wniknę w nie pojawię się jako kolejna maskotka w krainie fałszu i obłudy stanę się następnym obrazem świata w krzywym zwierciadle 13 grudzień 1989 potrafię godzinami patrzeć na mleczne kształty na wietrze żyję przeszłością zanurzam się w nieobecność i klęczę przed puszystymi okruchami to wszystko co pozostało z kryształowych sal czasami siła woli wyrywa mnie z nieistnienia pojawiam się dla wszystkich i szukam początku drogi do światła i poezji by znowu stracić nadzieję i zasklepić się w jaśminowej formie grudzień 1989 patrzę w szkarłatną pustą przestrzeń czekam aż wróci ciepła pora istnienia narodzona u stóp bezkresnej wody rozbiegane smukłe palce i loki targane przez oddech burzy okno aż do świtu tnie jasnością przestrzeń nikt nie potrafi zapomnieć słonego smaku pięknych wspomnień grudzień 1989 była tęczowa kraina baśni poezja miękkich dłoni i moja obietnica o świcie i słowa że tylko jeden raz będę w niebie może zostać przyjaźń bo nie jesteśmy dla siebie stworzeni będę udawać że w to wierzę będę udawać że to rozumiem znów zostaną wspomnienia nie dające nadziei sny którymi będę żyła aż znów usłyszę pytanie słodka co zrobić żeby to się spełniło? nie chcę by powiedział to ktoś inny 1990 kaczeńce w deszczu i ciepła dłoń i przyjaźń bo nie ma miłości zielonych oczu głęboka toń na moją prośbę o trochę czułości więc będę sama i odejdę w góry poszukać szczęścia pośród przepaści wsłuchać się w szczyty wtopić się w chmury zapomnieć sen o niespełnionej baśni 1 czerwiec 1991 już nie czytam Baczyńskiego do poduszki za miłość odpłacają złem chowam się w bzy wpłakana w ogień kominka nie można mieć wszystkiego? więc co to jest przyjaźń 15 maj 1992 fantazja piątkowych wieczorów krzykliwe niedzielne ranki oni powiedzieli że nie ja więc zostały słowa z daleka wspomnienia dotyku motyle na szkle nie będzie poniedziałku bo tylko góry kocham tak samo 15 maj 1992 na czerwonej uliczce w Amsterdamie przez szybę knajpy patrząc na dziwki spalam marzenia w zielonych oczach które są obok i tak daleko listopad 1993 potrzebuję człowieka żeby być sobą potrzebuję zrozumienia żeby wybaczać potrzebuję słowa żeby mówić potrzebuję dobroci by nie nienawidzić potrzebuję miłości żeby kochać marzec 1994 moja postać kochała cię w bajce tam byliśmy razem naprawdę kryjemy uczucia przecież można powiedzieć to była tylko gra w fantazji mniej gramy niż w życiu 1 kwiecień 1994 krzykliwe światła obcego miasta poprzez jesienny deszcz bezsenna zła noc mieszam łzy w szklance piwa smakując dłoni twoich dotyk w pustce naokoło otulam się mroźną tęsknotą i zasypiam w twoich ramionach naszej miłości 4 września 1995 oczy w kolorze bursztynu złamany nos silne dłonie tworzące kamienne piękno ból na stropie świątyni i miłosne sonety Michelangelo który żyje do dziś Noc przy oknie jak muśnięcie twoich dłoni wraca drgające światło świecy noc przy oknie i słowa my dwoje i miasto które nie istniało splecione palce proszę pamiętaj o pierwszych kwiatach w marcu 17 stycznia 1996 wieczór pusty i zły kawałki lodu w duszy zdmuchnąłeś mój misterny domek z kart a nie był skończony płakałam czytając twoje myśli i teraz znów będę musiała spróbować się odszukać, zrozumieć nie będzie mi łatwo bez twojego ciepła 17 stycznia 1996 zawiłe formy gramatyczne pomiędzy nami jak największa czułość lub zacięta walka nasz sposób na grę zwaną życiem w tej innej niezrozumiałej rzeczywistości zabawa pustymi zdaniami które czasem zbyt wiele znaczą i jak Tarot kształtuja przyszłość zawsze inną od naszych marzeń 1996 Fantazji i odwagi wiary w siebie, prostych dróg zapachu jodły jasnych poranków czułych wieczorów światła świec drugiej połówki pomarańczy prawdziwej przyjaźni wolności szumu wiatru spokoju ducha dzikości serca bycia sobą (Życzenia Świąteczne 1997) Płatków śniegu na drzewach dróg prostych wiatru we włosach ptaków na niebie ognia w kominku przespanych nocy książki na kolanach i ciszy poranka (Życzenia Świąteczne 1998)
świat wokół |